Muzyka jest ponoć balsamem dla duszy...
W pełni się z tym zgodzę. Czym byłby film bez muzyki?
W swoim poście oczywiście nie chce umniejszać niememu kinie, ale zdecydowanie nic tak nie dodaje smaku scenie jak dobra muzyka.
Pisząc o filmach nie mogę przejść obojętnie obok soundtracków, które ewidentnie zapadają w pamięć.
Są utwory do filmów kasowych, każdy zna rzewne "My heart will go on" Celine Dion, z "Titanica". Są piosenki jak "Deszcze nie spokojne" z filmu "Czterej pancerni i pies", a są także utwory, które nie są kasowym hitem, ale gdyby nie one sceny filmowe nigdy nie były by takie same.
Clint Mansell- dla mnie wystarczą te dwa słowa. Na samo brzmienie nazwiska, ja czuję się zelektryzowana. Mało tego za każdym razem kiedy wspominam "Źródło", do którego muzykę napisał Clint Masnell to czuje te same emocje co za pierwszym razem, gdy oglądałam film. Niewiarygodny strzał prosto w serce, chwytający Cię za nie i wyduszający co wrażliwszym łzę. Jest wiele filmów, czy też wiele scen, które bez muzyki właściwie nie znaczyły by zbyt wiele. To właśnie dźwięki wydawane przez instrumenty, głosy wychodzące z ludzkich gardeł powodują, iz film nabiera niepowtarzalnego smaku i charakteru.
Oczywiście nie tylko Clint Mansell zasługuje na specjalne uznanie, ale o pozostałych moich faworytach w następnych postach.
Tymczasem zachęcam do przesłuchania ścieżki dźwiękowej z filmu "Żródło".
Clint Mansell to autor muzyki także do innych bardzo znanych filmów, zajmujących wysokie miejsce na rankingach serwisów filmowych. Jest autorem soundtracków do filmów takich jak : "Requiem dla snu", czy "Pi"



